|
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Amsterdam zdjęciowo
Ja
Muzealnie
Przydatne strony
|
piątek, 30 marca 2007
KONIEC I BąBA
Jeśli czytelniku trafiłeś tu, bo wyjeżdżaszdo Holandii i poszukujesz ciekawych informacji na jej temat, chcesz się zorientować co tam jest i jak tam jest, to zapraszam do Archiwum. Nowe notki już się tu nie pojawią, gdyż niestety już wróciłam. ...kto czytał ten trąba. (z Gombrowicza) Powtarzam wyraźnie, że sezon się skończył i zamykam blog ten. Odwlekałam to zamknięcie łudząc się, że będzie jakiś ciąg dalszy, że coś ciekawego o tej Holandii jeszcze wyszukam w sieci i napiszę....Ale chyba już nie, gdyż po pierwsze wróciłam w lutym i już zdjeć "w terenie" robić nie mogę co mnie demobilizuje, a po drugie brak mi teraz czasu na wyszukiwanie informacji w sieci. Co prawda ciągnie mnie do zrobienia projektu pokrewnego..ale na razie cicho sza.. Tymczasem zapraszam na blog mojego aktualnego wyżycia: tylkokuchnia.blox.pl Jak sama nazwa wskazuje, jest to blog o kuchni, wiec tematyka mniej krajoznawcza, ale zawsze.
czwartek, 15 lutego 2007
Wiosna we wsi i wiatrak...
Jak wspominałam niebo się wczoraj wypłakało, wypadało...Pogoda była wczoraj jesienna, by nie rzec, barowa, by nie rzec, pod psem. A dzisiaj prawdziwa wiosna, więc wybrałam się na wycieczkę pod hasłem "Akcja wiatrak 2"... Przechadzka trwała 4 godzinki....a to co udało mi się zobaczyć przez te cztery godziny przeszło moje najsmielsze oczekiwania. Przypominam, a tych którzy nie wiedza informuję, że znajduję się 30min. drogi metrem od centrum Amsterdamu.... Nie są dziłam, że znajdę się niespodziewanie w samym sercu wiosko-miasteczka - ciężko stwierdzić co to tak dokładnie było, a było tak: Tutaj rzeczka jak z żurnala...
i wiejskie ogrodzenie.
Owce na wybiegu
Nie wiem dlaczego miały takie zielone odwłoki, ale wszystkie tak miały...
Woda z kaczką w centrum...
Całkiem sielski widoczek miasteczkowy.. Obowiązkowo kościółek...
Oznaki wiosny? I obowiązkowo WIATRAK Ten egzemplarz jest niższy, ale za to bardziej kolorowy
Tutaj w ujęciu "trochę z boku żeby było widać jakie czyste niebo"
Skrzydła też miał baardzo duże
W takim słońcu wyglądał naprawdę ślicznie
A z tyłu miał takie patyki i kółko
Nie wiem do czego to służyło...
No obejrzałam i poszłam sobie od wiatraka... No dzisiejsza wycieczka to było coś...Taka miła wioska ciągnąca się wzdłuż rzeki, takie ładne widoczki, taki kameralny klimat i takie ładne słońce wszystko to sprawiało, że możnaby tak iść i iść i iść. Co chwilę rzeką przepływali wioślarze...I na szczęście nie było zbyt wielu samochodów, ani rowerzystów.... Nareszcie wiatrak....
Przedwczoraj myślałam : "pogoda jak pod psem.... pada deszcz, jakby mgła i w ogóle...." Ale myślę idę, czas wreszcie dopaść jakiś wiatrak...I ruszyłam...Dobrze, że poszłam, bo wczoraj dowiedziałam się co to tak naprawdę jest pogoda pod psem - lało jak z cebra....I mawet na centymetr nie wystawiłam nosa z domu z domu (no poza walentynkową kolacją)....Ale za to dziś prawdziwa nagroda - wiosna w pełni, ale o tym później - najpierw przedwczorajsza wycieczka....i dopadnięty wiatrak: Najpierw na horyzoncie zamajaczyła zapowiedź późniejszego odkrycia
Potem skryło się za drzewami...
....aby wreszcie ukazać się spoza chmur w pełni...
WIATRAK!!! Oto w pełnej okazałości...
I chociaż niebo nad nim się burzyło, stał nieporuszony i bez strachu...
Skrzydła to są naaprawdę duże - w porówaniu z całym wiatrakiem
Tutaj wiatraki pokryte są jakby taką sierścią - nie wiem dokładnie co to jest - z daleka wygląda jak zwykły tynk, a z bliska jak taka króciótka ubłocona słoma...
środa, 14 lutego 2007
Rembrandt i kompania...
Jest taki plac w Amsterdamie, koło którego przechodziliśmy chyba z tysiąc razy, i za tysiac pierwszym razem dojrzeliśmy wreszcie, że znajduje się tam pomnik Rembrandta...O tym jak wielkie było nasze przeoczenie przekonacie się, kiedy wam powiem, że pomnik składa się z wielkiego Rembrandta górujacego nad zbiorowa sceną "Straży nocnej" ta zaś skomponowana zosttała z ok. dwudziestu figur żelaznych rozmiarów człowieka (czyli skala 1:1).... No rozumiem, że pomnik Prusa w Warszawie to można przeoczyć, ale Rembrandta w Amsterdamie, to już mniej....
Właśnie tak to wygląda...
Mierzyłam - leżała doskonale, ale nie chciał mi pożyczyć... Nie wiem dokładnie do kogo i o co mieli te pratensje, ale przynajmniej w trakcie naszych odwiedzin nie strzelali...
Stanowczo odcinam się od takich głupich wybryków i równie stanowczo je potępiam...
I sam mistrz patrzący z góry z politowaniem na ten cały bałagan... Auta, autka, auteczka i jeden rower....
Jeśli ktoś uważa, że Fiat Panda, albo maluch to małe samochody, to niech sobie zobaczy... To jest samochód dostawczy...proszę porównać jego wielkość z kołem roweru po lewej.
Takich autek znajduje się tutaj sporo, czasami z tyłu mają informację, że zawrotna prędkość jaką rozwijają wynosi 40 km/h.
Standardowy człowiek, żeby łatwiej było wam ocenić wielkość autka.. Ten mały czerwony tak na oko, to by sie zmieścił do pandy do bagażnika, po złożeniu tylnego siedzenia.... I na dokladkę, stworzenie, które udało nam się "złapać" kiedy płynęliśmy po kanałach - w łodzi oczywiście, a nie wpław.... Samotny, zapomniany, biały żagiel.... I przesłanie na dziś - rower też człowiek i jakiś minimalny szacunek mu się należy. Holenderskie piwo na literę H.
Jak się okazuje, holenderskie zamiłowanie do muzealności nie ominęło korporacji piwnej i również Heineken ma swoje muzeum w Amsterdamie....Wstęp kosztuje 10euro, ale za to gratis ;) otrzymujesz trzy piwa.... I oczywiście możliwość zapoznania się i pokochania tej jakże cudownej marki ;) ;) ;) Jak to powiedział Rafał, płacisz im za to, że mogą się zareklamować i zindoktrynować Cię... No tak... Dodam tylko, że wypiłam tylko dwa piwa, bo na trzecie już nie miałam ochoty.... Ale samej wizyty w muzeum nie żałuję..... Poniżej migawki z wycieczki... A to jeszcze sprzed muzeum, dawna reklama cola drink...prawda że ładniejsza niż dzisiejsze śmieci. To ściana dawnych reklam Heinekena... Kiedyś, jeszcze przed epoką mundiali dziewczyny pijały piwo :) Prosto, krótko i treściwie, bez zbednych nowoczesnych udziwnień...
A tak wyglądają "garnki" w których przygotowuje się wstępną mieszankę, miesza z wodą, podgrzewa i tysiąc innych procesów... A to dla porównania - standardowy człowiek, przy standardowej beczce....Dla jasności dodam, że druga połowa beczki jest pod podłogą
A przez takie okienko można zajrzeć do środka, niestety nie było nic realnego do zobaczenia, tylko ekran z filmikiem.... I jeszcze celem wyjaśnienia - "naczynia", w których fermentuje piwo są wieksze niz nasze mieszkanie.....
wtorek, 13 lutego 2007
Mieszkając na statku...
Dobrym porównaniem dla domu Van Loonów, okazało się mieszkanko z początku XX wieku...Stosunek powierzchni obydwu siedlisk rodzinnych wynosi w przybliżeniu i na oko 8:1. Innymi słowy XX mieszkanie ma powierzchnię ok. 35 m2 i składa się z 3 pokoików oraz kuchni, o przedpokoju lepiej nie wspominać, bo tak jakby go nie było. Oczywiście niezaprzeczalnym faktem jest, że zamieszkujące obydwie ceglane konstrukcje rodziny należały do zupełnie innych warstw społecznych. Ale dzięki temu uzyskujemy możliwość śledzenia "dwukontrastowości", bowiem 1.mieszkanko XX wieczne zostało zbudowane z mniejszym rozmach jeśli chodzi o przestrzeń, ozdobność, i wszystkie te szczególy, których pełno było w wiekach poprzednich... lecz z drugiej strony zyskało trochę na funkcjonalności - co oczywiście zaobserwowałam głównie w kuchni... Chociaż bym nie przesadzała z tą funkcjonalnością, bo schody były tak wąskie, że "o mamma mia - tu wózkiem nie wjadę". I kilka szczegółów dotyczących mieszkanka - należało ono do kompleksu Het Ship. Gdzie dzisiaj ma siedzibę oczywiscie muzeum, o tej samej nazwie (www.hetschip.nl ). Kompleks Het Schip został zaprojaktowany przez grupę architektów amsterdamskich, którzy nie zgadzali się na "XIX wieczne nowoczesne" budownictwo. Kompleks Het Schip z wyglądu przypomina statek. I migawki z odwiedzin...
Wystarczy porównać poprzednie sanki z tymi, żeby wiedzieć w jakim domu się teraz znajdujemy
Zdaje sie, że to jest taki szybki podgrzewacz jednodaniowy.
Oto nadeszły czasy, kiedy cukier przestał być sprzedawany na receptę...
Oczywiście o otwartym ogniu ludzie już dawno zapomnieli, nawet w domu robotniczym czy mieszczańskim...
Czegoś mi tu brakuje.....maszny do ciasteczek?
Kawa i przyprawy, tylko świeżo mielone....czasem mnie zastanawia dlaczego zrezygnowaliśmy z tego luksusu...
Tutaj podręczny zestaw każdej gospodyni...
Marnotrawienie miejsca? Jak mieszkanko ma 30 metrów, to po co mu taka....
...pusta wieża
poniedziałek, 12 lutego 2007
Taki domek to dopiero coś...
Odwiedziliśmy w weekend dom rodziny Van Loon... Jako, że rodzinka miała konszachty z kompanią wschodnio-indyjską i zajmowała dość pokaźne urzędy....no to i dom taki, że ho ho ho..... Ponizej to co najbardziej interesujące... Jeśli wydaje się wam, że wasze dziecko ma zbyt eleganckie sanki i w ogóle jest zanadto rozpieszczone to jesteście w błędzie...
Myślałam sobie, fakt te sanki odzwierciedlają stopień zamożności właścicieli....
Okazało się jednak, że dom był bardziej zamożny - drugie sanki.... Drugie sanki - widok z góry...
Ale zamożności domu nic tak nie odzwierciedla jak kuchnia....
Tam były najwymyślniejsze naczynia, w żadnej innej kuchni takich nie spotkałam....
patelnie, patelenki i czwarta od lewej oczywiście znana już z kuchni wcześniejszych maszyna do ciastek.... To właśnie totalna nowość naczyniowa - chyba taka wielopiętrowa brytfanna....
Ale nawet najpiękniejsza kuchnia nie mogła uciec od problemu gryzoni....
A tu już cud techniki - po raz pierwszy zamiast otwartego ognia, prawdziwa kuchnia....
Mały ale jakże przydatny wynalazek.... Masz mało miejsca składasz, masz wiecej miejsca rozkładasz - i już...
Nowy-nie-kościół
O tym jak duża jest różnica pomiędzy Holendrami a Polakami można się przekonać obserwując kościoły i ich otoczenie. Otóż na najważniejszym placu w Amsterdamie znajduje się Nowy Kościół (www.nieuwekerk.nl ), w którym aktualnie odbywa się dość zresztą ciekawa wystawa pod nazwą "Istanbul - The City and the Sultan". Generalnie budnek kościoła pełni głównie funkcje muzealne i koncertowe, żadne msze się w nim nie odbywają, poza sytuacjami wyjątkowymi, takimi jak ślub pary książęcej - ale to doprawdy rzadko się zdarza. O tym jak jest traktowany nowy kościół przez samych Holendrów można się przekonać wnikliwie patrząc z zewnątrz. To jest fasada z głównym wejściem - przysłonięte reklamą ekspozycji.
To zdjęcie mogłoby utwierdzic w przekonaniu, że jednak wszystko jest w porządku....
Tu też wszystko wygląda normalnie....
A tu już widzimy, że jednak nie... Te domki są "przyklejone" do budowli kościoła - nie ma miedzy nimi nawet uliczki. Nad domkami majaczy w górze fragment okna.
I podobna sytuacja...
Tak wygląda jedna z uliczek okalających budowlę, niestety jest ona tak ciasna, że nawet nie udało się uchwycić elementów architektury świadczących o tym, że po lewej stronie mamy kościół....
Tutaj mamy jakże interesujący przykład obwarowań koscielnych.
A tu taki sobie zwykły sklepik....dookoła znajduje się koło 5 takich przybytków - i jedna restauracja...
Tutaj widać dokładniej tą symbiozę...
Oczywiście pełnienie funkcji parkingu również należy do zadań kościoła....
piątek, 09 lutego 2007
Zima znowu zaskoczyła Holendrów....
Jest to po części opowieść o tym, dlaczego w Holandii jest tyle rowerów ale to przy puencie. Dzień miał wyglądać tak....czwartek to w Amsterdamie dzień handlowy, więc sklepy są czynne długo i różne takie ryneczki się otwierają, to myślę pojadę i zapoznam się i na pewno będą fajne zdjecia z tego. Dzwoni do mnie Rafał, że ma być atak zimy i nie wiadomo jak komunikacja, i żebym nie jechała. Faktycznie zaczęło sypać, więc postanowiłam nie jechać i ślęczałam nad pracą w pokoju. Wyglądałam co chwilę przez okno, i myślałam, że nie jest chyba tak źle, bo temperatura wysoka i się wszystko topi...Ale jak mąż zakazał wychodzić, to nie ma rady;) i jak robota rozgrzebana, to też się nie wychodzi :( Jako, że w hotelu robią remont, to dodatkowo nie dość, że spędziłam ponad 12 godzin przed monitorem, to jeszcze w ciągłym hałesie przekraczającym wszelkie dopuszczalne normy bhp, iso, haccp i jakie tam jeszcze inne normy istnieją. Panowie chyba wyburzają jakieś ściany i wymianiają okna...Krótko mówiąc koszmar.... Dzisiaj nikt mnie siłą nie zatrzyma - pędzę do miasta już zaplanowany cały weekend - w końcu należy się jakis odpoczynek nie. Zima w mieście: wszystko w śniegu, dźwig w śniegu...
wszystko w śniegu, podnośnik złośliwych robotników w śniegu
wszystko w śniegu, kanał w śniegu...
wszystko w śniegu, śnieg w śniegu
i parking w śniegu
A nie mówiłam że wszystko w sniegu....
PUENTA!!!! Rafał wrócił więc mówię, że niepotrzebnie mnie nastraszył.... A on na to że na stronie komunikacji miejskiej Amsterdamu była wiadomość, że owa komunikacja uczyni wszystko co w jej mocy, żeby sprawnie funkcjonować, ale nie dają gwarancji, że im się to uda... A poza tym koleżanka z pracy powiedziała, ża czasami jak na jesieni spadają liście to tramwaje nie jeżdżą przez te liscie..... To faktycznie lepiej już mieć rower... W sumie to dziwne, z wodą wygrali, z morzem wygrali, a z zimą przegrywają.....
|